piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 1

- To na pewno dobry pomysł?  - siedzieliśmy w gabinecie królowej, czekając aż samolot będzie gotowy do startu.
- Christian gadasz o tym od godziny. Wiesz, że wszystko jest przygotowane. Uczniowie szaleją, bo rozeszła się plotka o przyjeździe dwóch najsławniejszych strażników. Chcesz pozbawić dzieci rozrywki? - Lisa wałkowała ten temat od ponad godziny, a do tego dziwaka i tak nic nie dociera.
- Ale...
- Ty się po prostu boisz - weszłam mu w pół słowa. - tylko jeszcze nie wiem czego. Może spotkania z Kirową?
- Rose. - upomniał mnie Dymitr.
- No co, nie mam racji? - strażnik tylko przewrócił oczami.
- Och zamknij się już. - rzucił Chris z miną zdenerwowanego dziecka.
- Przyznałeś się.
- Ja w cale nie...
- Przykro mi to przyznać, ale Rose ma racje. - poparła mnie królowa. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. - Proszę. - do gabinetu wszedł Carl. Jest to starszy dhampir przed 60, zrezygnował ze służby, a dzięki Lissie jest dozorcą/chłopcem na posyłki, przekazuje różne informacje królowej.
- Wasza wysokość wszystko gotowe. Piloci czekają.
- Dziękuje. Przekaż im, że już idziemy. Jak się dzisiaj masz?
- Bardzo dobrze, dziękuje Waszej Wysokości za troskę. - powiedział i lekko się skłonił po czym wyszedł.
- Akademio nadchodzimy. - rzuciłam, a Christian zrobił tak zbolałą mine, że cała nasza trójka wybuchła śmiechem.
~~ ~~ ~~
Lot dłużył się niemiłosiernie. Zasnęłam i niemal od razu poczułam znajome uczucie i przed moimi oczami ukazała piękna plaża i błękitny ocean. Sen wywołany duchem. Spodziewałam się Soni albo mściwego Roberta, ale przede mną stanął młody moroj.
- Little dhampir. - trzymał papierosa w jednej ręce, a drinka w drugiej.
- Adrian? Co cię sprowadza?
- Chce prawdy nic więcej. Twojej odpowiedzi na moje pytanie. Tyle. Potem dam ci spokój. - obrócił się do mnie plecami i ruszył pomostem który nagle się pojawił, do ogromnej altanki na wodzie. Poszłam za nim. W środku stał stolik z dwoma krzesłami i ogromny stół z chyba wszystkimi alkoholami świata.
- Wybierz coś sobie. - rzucił chłopak obojętnym tonem. I usiadł na jednym z wiklinowych krzeseł. Było tu z 700 butelek. Skoro to sen to mogę się upić. Przejechałam po wszystkich wzrokiem i nie znalazłam tu tego czego bym chciała się napić.* Usiadłam na przeciwko Adriana. Długo siedzieliśmy po porostu wpatrując się w błękit wody. Postanowiłam przerwać tą cisze.
- To o co chciałeś mnie zapytać? Bo chce się wyspać.
- Przecież śpisz.
- Fizycznie, potrzebuje także odpoczynku psychicznego. - popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Oboje jesteśmy szurnięci. Pewnie dlatego tak dobrze się dogadywaliśmy. - zaśmiał się sarkastycznie.
- Cóż jest duża różnica między naszym wariactwem. U mnie to naturalne, a u ciebie wywołane przez potężną magie. Dobra koniec tych wywodów. Zadaj to pytanie, albo mnie z tond wypuść.
- Co ci tak śpieszono Little dhampir? - popatrzył na mnie znacząco, a w jego oczach było coś takiego jak u Lissy, kiedy w akademii torturowała Jessego. Moroj w końcu się odwrócił wzrok i zapatrzył w ocean. Nie chce gadać to nie. Postanowiłam się z tond wydostać. Świat zaczął się rozmywać, a ja wracać do rzeczywistości.
- Au! - krzyknęłam bardziej z zaskoczenia niż z bólu. Coś z powrotem wciągnęło mnie do snu. Obwiązały mnie jakieś pnącza skutecznie uniemożliwiając jakiekolwiek ruchy. - Adrian! - pnącza zaciskały się coraz mocniej. Mam dużą wytrzymałość na ból jako dhampir i jako strażnik, ale to... - Adrian. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Obrócił się do mnie i jego oczy...nie wiem jak to opisać. Było w nich jakby całe szaleństwo tego świata, zaczęły przybierać czarny kolor. Jego twarz była perfekcyjnym odwzorowaniem psychopatycznego zabójcy. Wykonał lekki gest ręką. Liany zacisnęły się jeszcze mocniej. Krzyknęłam z bólu. Moroj stał i się temu przyglądał. Nic nie robił. Po chwili jego wzrok oprzytomniał i na przeciw mnie stał opanowany Adrian. Przed oczami zaczęły wirować mi czarne plamy. Dotarł do mnie jakiś przytłumiony głos. Rose. Ledwo łapałam oddech. Rose. Znów ten głos. Ból był nie do zniesienia. Z moich oczu poleciały łzy. Rose! Wcześniejszy głos zdawał się krzyczeć. Rose! Roza! Pnącza zniknęły, a z nimi cały sen. Kręciło mi się w głowie. Znalazłam jakiś miękki materiał i zacisnęłam na nim swoją rękę. Rose. Znowu ten głos. Rose. Roza. Nie ustępował. Roza. Otworzyłam lekko powieki i pierwsze co zobaczyłam to brązowe oczy pełne strachu.

————————————————————

Rozdzialik na umilenie piątkowego wieczoru.

Proszę o kom.

* chyba wiecie o co chodzi

Autorka.

środa, 22 kwietnia 2015

Fanpage na Facebook'u.

Hejka.

Będę tu zamieszczać informacje o nowych notkach na blogu.

https://www.facebook.com/opowiadaniaakademiawampirow?fref=ts

Pozdrawiam.

(Pozytywnie walnięta)

Autorka.

 

 

Prolog

Minęły już dwa miesiące od koronacji. Mój stan zdrowia jest o wiele lepszy. Lissa mnie trochę podleczyła. Po kompletnych badaniach oraz długich godzinach przekonywania Dymitra, trzy tygodnie po postrzeleniu wróciłam do służby. Przez miesiąc miałam skrócone i elastyczne godziny pracy, a w między czasie jeszcze urlop. Na 'pełnym etacie'(jeśli tak to można nazwać prace dhampira, który ryzykuje swoje życie w obronie starożytnej rasy wampirów) pracuje od niecałego tygodnia.
Obudziłam się rano. Było jeszcze dość wcześnie, ale Dymitra już nie było koło mnie. Myślałam, że już wyszedł, więc poszłam zrobić sobie śniadanie. Dostaliśmy jedno strażniczych mieszkań. Nie jest ono duże, ale przytulnie je urządziliśmy. Tamten dzień kiedy byliśmy na zakupach był chyba najbardziej zwyczajnym dniem w moim życiu. Bez treningów, służby, walki z nieśmiertelnymi potworami lub innymi którzy mieli coś do królowej. Pamiętam jak kłóciliśmy się o ozdobne poduszki do salonu. Ja chciałam białe w złote zygzaki, a Dymitr białe w złote róże. W końcu skapitulowałam, no cóż druga strona miała bardzo przekonujące argumenty. Niestety ten piękny dzień zepsuła niezapowiedziana narada strażników z której i tak nic nie wynikło, bo ktoś tam się nie zjawił. Dzięki naszej Wasylisie w życie weszła reforma pozwalająca na związki między strażnikami (partnerskie jak i małżeńskie). Właśnie wrzucałam jajka na patelnie, gdy czyjeś ramiona owinęły się wokół mnie.
- Witaj towarzyszu - powiedziałam uśmiechając się.
- Moja Roza robi śniadanie i to o tak wczesnej porze. No nie mogę uwierzyć. - powiedział z udawanym przejęciem w głosie i zaśmiał się. Obróciłam się w jego ramionach i pocałowałam. Dymitr był tym który to przerwał. Zrobiłam minę obrażonego dziecka, a on wypuścił mnie z objęć mówiąc:
- Rose, jajecznica.- chwile mi zabrało zorientowanie o czym on mówi. Cholera! Na szczęście się nie przypaliła.
- Pierwszy i ostatni raz robiłam śniadanie. Niezbyt mi to wychodzi. - stwierdziłam, gdy szliśmy na służbę przez pałacowe korytarze - A tak w ogóle to gdzie się nauczyłeś tak gotować? Christian udzielał ci jakiś tajnych lekcji gotowania czy coś?
- Prawdę mówiąc to coś mi tam kiedyś pokazał, ale większości nauczyłem się w domu. - wyobraziłam sobie nastoletniego Dymitra w kuchni Belikowów robiącego obiad. Nadzorujące go Sonia i Karolina. Mała Wiktoria bawiąca się w salonie. Olena krzątająca się po domu. Obrazek jak z bajki.
- Żałuje, że tego nie widziałam. Będziesz mi musiał to zademonstrować kiedy będziemy tam następnym razem. - pewnie nie nastąpi to szybko bo byliśmy tak jakiś miesiąc temu.
- Zrobię co w mojej mocy. - uśmiechnął się lekko.
- Powiedz mi jak to jest.
- Co? - zdziwił się Dymitr.
- No powroty po szkole do domu. Co robiłeś?
- Obiad.
- Tia...bardzo śmieszne. Wiesz masz wspaniałą rodzinę.
- Moja rodzina może być też twoją rodziną. - powiedział z chytrym uśmieszkiem. Dałam mu kuksańca w bok.
- Ej, towarzyszu nie rozpędzaj się.
- W końcu skapitulujesz. - zatrzymaliśmy się przed gabinetem królowej.
- Nie przed 20-stką.
- Zobaczymy. - droczył się. - Nie wytrzymasz. Poddasz się wcześniej niż myślisz.
- Nie ma opcji, kochanie. - w tym monecie drzwi się otworzyły.
- Kłopoty w raju? - stał w nich nikt inny jak Christian.
- Ej to nie był tekst Mii? - skojarzyło mi się.
- Nie wiem, ale doskonale pasuje do sytuacji. - uśmiechnął się moroj.
- Jakiej sytuacji? - zza jego pleców wyłoniła się Lissa.
- Szczerze nie wiem. Wpadłem w środek rozmowy. - usprawiedliwił się Chris. - A o co poszło aniołeczki?
- Aniołeczki? - zaciekawił się Dymitr.
- No bo skoro raj... - zaczął wyjaśniać.
- Dobra skończ już gadać. - weszłam mu w pół słowa.
- Ale ja nawet nie zacząłem.
- Tym lepiej, nie zdążyłeś się rozkręcić.
- Zajmie mi to niewiele czasu, a skoro mnie tak prosisz to może to być jeszcze szybciej.
- Kiedyś ci coś zrobię.
- Grozisz ukochanemu królowej, a poza tym mam immuniten dyplomatyczny.
- Mówi się immunitet, geniuszu.
- Rose! Christian! - w tym samym momencie cierpliwość Liss i Dymitra się skończyła.
- Co? - tym razem to ja i moroj odezwaliśmy się jednocześnie.
- Uspokójcie się oboje. To jest rozkaz. - powiedziała stanowczo królowa. - Trzeba załatwić jeszcze wszystkie formalności przed wyjazdem.
- Jakim wyjazdem? - podłapał mój ukochany, podczas gdy ja i moroj nadal mierzyliśmy się wzrokiem.
- Jutro jedziemy z wizytą do Akademii - te słowa sprawiły, że ja i Chris opanowaliśmy się. - A w przyszłym tygodniu na Lehight.

-------------------------------------------------------------

Proszę o komentarze. To dla mnie bardzo ważne.

Autorka.

Główni bohaterowie.

Rose Hathaway

2015-12-4--21-10-15

Dimitri Belikov

tumblr_ngku8d5heV1rmqtlvo1_500[1]

Lissa Dragomir

2015-22-4--10-08-34

Christian Ozera

tumblr_static_christian2[1]

Witam!

Hej. Cześć. Siemka. To mój pierwszy blog. Będę tu zamieszczać opowiadania. Jest to dalszy ciąg historii bohaterów AV. ( Wcześniejsze wydarzenia to cała Akademia i dodatek Powrót do domu. Pisząc nie biorę pod uwagę serii Kroniki Krwi.) :-D

tumblr_nbp4i9UYHs1t7jol7o1_500[1]

Zapoznanie

Dzieję się to gdzieś w trakcie pobytu Rose i Dymitra w Baia w "Homecoming". *** Zwykłe, spokojne przedpołudnie w domu Beliko...