piątek, 1 września 2017

One-shot #1

- Rose! - zawołał Evans z drugiego końca korytarza. - Zaniesiesz to do Hansa?
Zamachał średniej wielkości paczką, którą trzymał w ręce.
- Ja już skończyłam służbę.
Podbiegł do mnie.
- Proszę. Masz po drodze.
Zmierzyłam go wzrokiem.
- Bardzo.
- Rose, no proszę.
- Dobra, dawaj to i nie jęcz.
- Jesteś wielka.
- Wisisz mi przysługę! - zawołałam za nim, ale tego już nie było.
Pokręciłam głową i przeciągnęłam się. To był meczący dzień. Masakrycznie nudny, ale męczący. Marzyłam tylko o ciepłym łóżku i Dymitrze obok. Ewentualnie jeszcze kubku gorącej czekolady.
W połowie drogi do Hansa idąc krużgankiem*, w oddali zauważyłam Dymitra, który przecinał dziedziniec, wracając po skończonej służbie do domu. Mało się dzisiaj widzieliśmy, bo Christian wybył gdzieś z samego świtu, jeszcze za strażnikami z nocnej zmiany i nie pojawił się przez cały dzień. Chciałam go zawołać, ale ktoś mnie uprzedził. Jakaś małolata rzuciła mu się w ramiona, a on odwzajemnił uścisk.
Co tu się do cholery dzieje?!
Schowałam się za kolumną tak, żeby nie było mnie widać i obserwowałam sytuację.
Belikow puścił dziewczynę, zamienił z nią dwa słowa, a ona z powrotem się na nim uwiesiła. Na odchodnym pocałowała go w policzek, a on się za nią obejrzał, z uśmiechem. Z tym, który tak rzadko u niego widywałam. Dampirka odmachała mu również ze szczęściem wypisanym na twarzy.
Kto to do cholery jest?!
Poczekałam, aż Dymitr oddali się na bezpieczną odległość i dogoniłam tę dziewczynę.
- Hej, młoda!
- Do mnie mówisz? - spytała, odwracając się w moją stronę.
Miała jeszcze wyraźniejszy akcent niż Dymitr, choć u niej nie brzmiał tak pięknie. Albo po prostu patrzyłam na nią przez pryzmat tego, co się tu stało.
- Oho, Rosjanka.
- Tak... - zaczeła powoli, marszcząc brwi. Chyba nie bardzo wiedziała, o co mi chodzi. - Jakiś problem?
- Jak długo się znacie?
- Kto? Z kim?
- Nie udawaj głupiej. Oczywiście, że ty z Dymitrem.
Zaśmiała się. Bezczelna.
- Ja z Dymitrem? Od zawsze. I to dosłownie. Wychowywaliśmy się razem.
Prychnęłam.
- Dupek.
- Co?
- Nie ważne. - Wytknęłam ją palcem. - Nie wtrącaj się do nie swoich spraw.
- Ale...
- Odwal się od niego dobrze ci radze!
Dziewczyna nawet nie mrugnęła, tylko dalej wpatrywała się we mnie z lekkim uśmiechem.
Odwróciłam się, mając zamiar poważne porozmawiać z Dymitrem, a potem ewentualne wrócić do tej gówniary.
- Ty jesteś Rose? - zawołała za mną.
- Hathaway! Rose Hathaway! Dobrze zapamiętaj sobie to nazwisko!
Gdyby nie paczka, dla Hansa, w której dostarczenie się wkopałam, od razu poszłabym wygarnąć Dymitrowi.
Cholera.
Drzwi do mieszkania były otwarte, co dobrze się składało, bo nie miałam zamiaru jeszcze mocować się z zamkiem.
- Belikow! Belikow wyłaź, gdziekolwiek się ukryłeś!
- Rose? - wychylił się z łazienki, wycierając ręce. - Co się stało?
Wrzucił ręcznik do łazienki i zaczął do mnie podchodzić.
- Co się stało?! - prychnęłam. - Ty się jeszcze pytasz, co się stało?! Wszystko widziałam! Oszukałeś mnie! To się stało!
Dymitr zatrzymał się i pokręcił głową zmieszany.
- Hej, spokojnie. Ja... Co w ogóle widziałaś? Kiedy?
- Ciebie i tę dziewczynę! Na placu! Przytulaliście się! Przy ludziach! A ponoć taki zamknięty w sobie jesteś i nie pokazujesz emocji! Może ja cię w ogóle nie znam! Może masz dwie zupełnie różne twarze, jedną tu, a drugą w Rosji! Belikow, do cholery! Kim ty w ogóle jesteś?!
- Wiktoria...
- A więc tak się nazywa. - wtrąciłam się. - Mi wypominałeś różnicę wieku, a ona jest jeszcze młodsza! Kiedy to się w ogóle zaczęło?
- Wiktoria jest moją siostrą. - przerwał mi.
- Co? - zbaraniałam.
- No tak. Nie wiedziałem nic o jej przyjeździe. Byłem zaskoczony, gdy tak po prostu wyrosła przede mną, jak spod ziemi.
- Czemu nic nie mówiłeś?
Podniósł brew.
- A dałaś mi dojść do słowa?
Wpatrywałam się w niego przez chwilę, próbując zrozumieć, co się tu tak naprawdę stało.
- Boże. - przetarłam dłonią twarz i zaczęłam chodzić po pokoju. - A jej tam zrobiłam awanturę. I kazałam się od ciebie odwalić.
Dymitr parsknął śmiechem. Ty swoim krótkim, pięknym śmiechem.
- Tak, pewnie. - mruknęłam pod nosem. - Śmiej się, śmiej. Zasłużyłam.
Podszedł i przyciągnął mnie do siebie. Objęłam go w pasie i oparłam głowę na jego torsie. Przymknełam oczy relaksując się. Kochałam ten rodzaj spokoju, którego zawsze doświadczałam w jego ramionach.
- Przepraszam.
- Nie masz za co. Dla niewtajemniczonego obserwatora to faktycznie mogło wyglądać podejrzanie. Też bym się zdenerwował i zażądał wyjaśnień, widząc cię z jakimś nieznanym facetem w takiej sytuacji.
- No właśnie. To podstawowa różnica między nami. Ty najpierw chciałbyś usłyszeć co mam na ten temat do powiedzenia, a ja od razu się na ciebie wydarłam i nie dałam ci dojść do słowa.
Pocałował mnie w czubek głowy.
- Chyba muszę iść też ją przeprosić.
- Nie musisz. Zaraz tu będzie. Miała się przebrać i przyjść cię poznać.
- Że co?
Odsunełam się od niego na długość rąk, wybałuszając oczy. Belikow uśmiechnął się pocieszająco. Przymknęłam oczy i westchnęłam.
- No to zrobiłam genialne pierwsze wrażenie. Nie, żeby mnie to kiedykolwiek obchodziło.
Dymitr pocałował mnie w czoło i odgarnął włosy z mojej twarzy.
- Nie martw się. Wiktoria nie ocenia ludzi po pozorach. Co do pozostałych sióstr, to Sonia mogłaby się trochę uprzedzić, ale i tak z pewnością każda z nich pokocha cię po bliższym poznaniu.
- Twoja mama pewnie też. I to jako pierwsza z nich wszystkich. - zakpiłam.
- Dokładnie. - odpowiedział.
- Ja nie mówiłam poważnie.
- A ja owszem.
- O matko.
Znowu się o niego oparłam. Po chwili Dymitr podniósł mój podbródek, żebym popatrzyła mu w oczy.
- Czyżby Rose Hathaway się bała?
- Och spadaj.
Dźgnęłam go palcem w pierś.
- Nie masz czego. - zapewnił. - Po prostu bądź sobą.
- Ta... łatwo mówić. Zależy mi na tobie i nie chce mieć żadnych zatargów z twoją rodziną.
- Słuchasz mnie w ogóle?
- Tak.
- Więc przestań się martwić.
Nie miałam nawet szansy kolejny raz zaprotestować, bo Dymitr zamknął mi usta pocałunkiem.
Nie trwało to długo, ale nie powiem, było skuteczne. Przeszkodziło nam pukanie do drzwi. Odsunęliśmy się od siebie w momencie, w którym nasz gość nacisnął klamkę. Wiktoria wyjrzała zza drzwi z uśmiechem.
- Drzwi się zamyka, tu nie afryka!
Weszła do środka, z jakimś młodym dampirem i skierowała prosto do brata. Chciała go uścisnąć, ale zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na mnie.
- Możemy? - spytała przez śmiech.
Odwróciłam wzrok zażenowana, a ona objęła brata. Potem podała mi rękę.
- Wiktoria Belikow. Miło mi cię poznać Rose.

------------------

*KRUŻGANEK - korytarz biegnący wzdłuż zewnętrznych ścian budowli, otwarty arkadami na dziedziniec. Na ogół przykryty sklepieniem lub stropem krzyżowym, na zewnątrz otwarty najczęściej arkadami filarowymi lub kolumnowymi.

Dziękuje bardzo @KaringaKlara, która, gdy miałam problem z nazwaniem tego, wymyśliła "kolumny, podtrzymujące sklepienie przy dziedzińcu" i po wpisaniu tego wujek google wreszcie zrozumiał, o co mi chodzi i zdradził, jak to się fachowo nazywa.

Pozdrawiam również @WeronikaKonikowska, która, gdy wysłałam fragment pierwowzoru tego zdania z luką na brakujące słowo, ("...gdy przechodziłam pod ... dziedzińca w oddali zauważyłam...") zareagowała jako pierwsza i od razu chciała wiedzieć "Kogo?".

------------------
W najbliższym czasie pojawi się parę one-shotów i miniaturek! :D

Pozdrawiam wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają :D

+ Dla niewtajemniczonych, którzy nie zaglądają, ani na facebookową stronę, ani na mojego wattpada, piszę jeszcze Zonilę, opowiadanie o (aktorach grających Rose i Dymitra) Zoey Deutch i Danili Kozlovsky'im ❤ Tak, uwielbiam ich razem ❤  Publikowane jest na razie tylko na wattpad'zie i tu pytanie: ktoś chce, żeby wrzucać to także na bloga? :D

Do następnego! :D

Zapoznanie

Dzieję się to gdzieś w trakcie pobytu Rose i Dymitra w Baia w "Homecoming". *** Zwykłe, spokojne przedpołudnie w domu Beliko...