niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 5

- No więc co to za ważna sprawa? - spytałam podchodząc do Abe'go.
- Wyjeżdżam do Rosji...
- Nic nowego. - weszłam mu w słowo.
- Rose. Czy mogłabyś mi dać powiedzieć do końca?
- Pewnie.
- Więc proszę cię żebyś na Lehigh nie narobiła czegoś głupiego. Postaram się tam kiedyś wpaść i zobaczyć jak się uczysz.
- Będę cię oczekiwała.
- Mam nadzie... - nie dokończył bo moi uczniowie rzucili się na jego strażników.
- Co się tu do cholery dzieje? - zapytał spokojnym głosem podchodząc do mnie.
- Testuje twoich strażników.
- Rose.
- Po prostu sprawdzam czy odpowiednio wyszkoleni strażnicy cię chronią, staruszku. I...
- Hej co to ma być?! - oburzył się jeden z dhampirów próbując odeprzeć ataki trzech nowicjuszy. Niezbyt mu to wychodziło.
- Rose! - obróciłam się na dźwięk swojego imienia,  samą porę żeby złapać kajdanki rzucone przez Eddie'go. Korzystając z tego, że Mazur był skupiony na śledzeniu walki, zanim się obejrzał był przykuty do kaloryfera.
- Rose! Co ty robisz do cholery? - wkurzył się Abe.
- Testuje twoich strażników oraz moich uczniów. - jak na zawołanie do sali wpadła grupa uczniów z Albertą na czele.
- Rose co ty wyprawiasz?
- Testujemy nowicjuszy i was prze okazji. - powiedział Eddie stając obok Alberty.
- Czyli to jakaś gra. Jakie zasady? - spytała strażniczka.
- Ja, Eddie i gang Wiewióra - wskazała na sześciu uczniów - jesteśmy po złej stronie, a cała reszta po dobrej. Musicie nas powstrzymać. Zasady są tylko dwie.
1. Nie wychodzimy przez okna.
2. Nie działamy w grupie.
Zagwizdałałam przeciągle. Dzieciaki przerwały walkę i podbiegły do mnie. Eddie otworzył jedno z okien i wyskoczył przez nie, a za nim młodzież.
- Rose! - zawołał Alto gdy chciałam zrobić to samo.
- Tak?
- Oni nie przestrzegają zasad. - Stan i te jego zasady.
- Znacie mnie już tyle lat i nic się nie nauczyliście? Ja kocham łamać zasady, bo w końcu one po to są. - nie czekałam, aż odpowiedzą tylko poszłam w ślady moich kompanów.
###
Przeciwnicy podzielili się na dwie grupy, a każda z nich na 3 pododdziały. Dowodziło 6 strażników, w śród nich Alto, reszty nie kojarzyłam, same nowe twarze. Alberta wróciła do obowiązków, bo ktoś musi panować nad wszystkim. W którymś momencie znaleźliśmy się w pułapce.
- Dlatego nie natrafiliśmy na nich ani razu. - Lola trafnie wyciągnęła wnioski.
- Planowali jak nas zrzucić na straconą pozycje. - dokończył Denis, a ja dopiero teraz dostrzegłam, że ta dwójka nie patrzy na siebie jak para przyjaciół. Jest między nimi coś więcej.
- Wiecie co robić. - rzucił Eddie do dzieciaków. - Działamy według planu. - Oczywiście, według panu którego nie mamy, czyli krótko mówiąc będzie się działo. Wszyscy włączyli swój stan bojowy i gdy przeciwnicy mieli zaatakować...Królewskie fanfary.
- Serio?! W takim momencie? - nie no lepiej nie mogło trafić. Musze rozgonić towarzystwo. - Okej. Miło było, ale się skończyło. Możecie kontynuować. Ja się żegnam.
- My się żegnamy. - wtrącił Eddie.
- Bez was ta gra mnie ma sensu. - powiedział Charlie krzywo się uśmiechając.
- Dokładnie. Ma racje. - odezwało się kilka głosów z tłumu.
- Wpadniecie jeszcze kiedyś? - Mike jak zwykle czyta wszystkim w myślach i mówi to na co innym zabrakło odwagi.
- Zobaczymy co da się zrobić. - rzuciłam na odchodne.

------------------

Proszę o komentarze. Dla was to mała rzecz, a dla mnie znaczy bardzo dużo.

Autorka

 

 

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 4

Gdy podeszłam do grupy wszyscy stanęli na baczność.
- Dobra. To kto jest tym, który chce się ze mną zmierzyć?
- Ja. - przedarł się do przodu, czarnowłosy chłopak, mniej więcej w moim wzroście. -powiedzieli, że ich rozłożyłaś na łopatki. Nie wierze i chce się przekonać na własnej skórze. -kontem oka zauważyłam jakiś ruch za mną.
- Jak ci na imię?
- Liam. - Widzowie ustawili się pod ścianą, obserwując nas uważnie.
- Śmiało atakuj. - nie myślał długo i w jednym momencie rzuciło się na mnie dwóch gości. Drugi był wyższy ode mnie. Rozdałam i po parę ciosów, równocześnie odparowując te zadane przez nich. Skutecznie się bronili, ale nie znali wszystkich moich sztuczek. Liam nabrał się na jedną z nich i dostał kopniaka w brzuch, który posłał go na ścianę. Podniósł się szybko, ale już nie atakował. Tamten korzystając z mojego sekundowego rozproszenia próbował mnie podciąć. Odskoczyłam w tył. Nie zdołał się podnieść dość szybko co wykorzystałam przygważdżając go do ziemi. Dopiero teraz go rozpoznałam, wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Blondyn, wyższy ode mnie w moim wieku. Mój przyjaciel.
- Cześć, Eddie.
- Miło cię widzieć Hathaway. - puściłam go i pomogłam mu wstać. - Żyjesz Liam? - rzucił do chłopaka, a tamten nie odpowiedział tylko doczłapał się kuśtykając do grupy.
- Ledwo. - rzucił ktoś z tłumu i dzieciaki wybuchły śmiechem, oczywiście oprócz poszkodowanego. Zauważyłam, że Dymitra nie ma na sali. Gdzie on się podział? I dlaczego nie widziałam jak wychodzi? Przegapiłam coś i jeśli to się kiedyś powtórzy w czasie jakiejś prawdziwej walki to ja lub ktoś inny może zapłacić za to życiem. Wróciłam ze świata rozmyślań i powiedziałam pierwsze co mi przyszło do głowy.
- Ktoś jeszcze chce się zmierzyć ze mną lub ze strażnikiem Castilie? - sześć rąk powędrowało w górę. - Okej. Więc reszta do ćwiczeń w parach. A wy chodźcie tu. - Wszyscy zrobili to co im kazałam. Obróciłam się i zaczęłam iść w stronę ławki.
- Rose! W co ty mnie pakujesz? - powiedział jak najciszej mógł Eddie.
- Nie histeryzuj. Poradzisz sobie, a poza tym nie mam zamiaru sama odwalać brudnej roboty Alto.
- Tak... - nie słuchałam co dalej mówił, bo skupiłam się na tym co działo się za nami i dzięki temu nie wylądowałam na ziemi w odróżnieniu od mojego przyjaciela. Zaatakowała mnie trójka nowicjuszy. Lola, Charlie i Denis. Eddie też miał trzech przeciwników. Mike'a, Charlie'go i Aidan'a.
- Trzech na jednego to banda łysego! - odezwał się strażnik nie przerywając walki.
- Bardziej paczki, nie bandy! Wołają na nas ninja! - odpowiedział mu Lola, próbująca mnie kopnąć. Odsunęłam się w bok podcinając Charlie'go, a Denis, który jak się okazało, wcześniej był za moimi plecami wylądował na ziemi pod wpływem kopniaka przeznaczonego dla mnie. Dziewczyna ponownie rzuciła się w moją stronę.
- Co się tu dzieje? - jakiś głos rozbrzmiał w sali. Wszyscy się zatrzymali i wpatrywali na kogoś za moimi plecami. Obróciłam się i zobaczyłam bogato ubranego człowieka, w garniturze do Calvin'a Klein'a czy tam innego z tych sławnych projektantów, oczywiście z wierną obstawą.
- Dokształcamy młodzież, staruszku.
- Ty i nauka? To jakieś żarty. - roześmiał się.
- Przychodzisz z czymś konkretnym czy w celach towarzyskich?
- I to i to. - uśmiechnął się cwanie.
-Poczekaj chwile. - obróciłam się do dzieciaków. Wpatrywali się we mnie szeroko otwartymi oczami. - Co się gapicie? Do ćwiczeń już. Strażniku Castilie i ninja proszę do mnie. - młodzi podeszli jak zwykle posłusznie, Eddie pokazał mi język, ale także wykonał rozkaz. W końcu tego nas uczą przez całe życie. Posłuszeństwa.
- Mogę o coś zapytać? - wyrwał się Denis.
- Pewnie. O co chodzi?
- Abe Mazur naprawdę jest twoim ojcem? - rzucił prosto z mostu.
- Tak. Jeszcze jakieś pytania, bo jak nie to mam dla was zadanie.
- Zamieniamy się w słuch. - odpowiedział za grupę Mike.
- Chce się odegrać na staruszku...

------------------

Przepraszam za dłuższą przerwę. Teraz rozdziały postaram się dodawać regularnie co tydzień.

Komentarze mile widziane.

Autorka.

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 3

Przyszliśmy na początek zajęć. Wszyscy wytrzeszczyli oczy gdy się pojawiliśmy, tylko szóstka nowicjuszy z poprzedniego spotkania pozostała niewzruszona. Najwyraźniej nie przekazali nowiny kolegą. A co najlepsze była to grupa Alto.
- No, no, no. Co za spotkanie. - rzuciłam do strażnika.
- Co wy tu robicie? Oprócz tego, że rozwalacie mi lekcje. Dzieciaki 10 kółek nie przyglądać się! Już! - no tak, cały Alto. "Ciężka praca się opłaca! Kto się nie przykłada...niech lepiej spada."
- Twoi uczniowie poprosili nas o przyjście, więc jesteśmy. - odpowiedział Dymitr.
- Stać! - wrzasnął Stan. - Zbiorka! - wszyscy posłusznie ustawili się w szeregu. Alto zaczął chodzić w te i z powrotem. Szybko zorientowałam się co sprawdza. Wszyscy stali równiutko na białej linii wyznaczającej połowę sali.
- Dobrze. Kto jest winny zjawienia się tu tych osób - demonstracyjne wskazał na nas. - z szeregu wystąp. - I jak na zawołanie krok do przodu wykonała Lola, Mike, Denis i pozostała trójka chłopaków. - Luiza Thompson, Mikel Cross, Denis Hargove, Zack Brown, Charlie Tucker, Aidan Stevenson. Mogłem się domyślić, że to sprawa waszej paczki. - na sali zapanowała cisza nikt się nie odezwał, szóstka 'winowajców' nie próbowała się tłumaczyć. - Punkciki. A i od teraz lekcje poprowadzą najlepsi strażnicy świata, bo jeśli ich wywalę to nie skupicie się do końca zajęć. A jeśli zostaną tylko się przyglądając, efekt będzie taki sam. - na twarzy jednego z gapiów pojawił się uśmiech, ale zniknął gdy Alto zmierzył chłopaka piorunującym wzrokiem. Odwrócił się do nas.
- Powodzenia z tą dzieciarnią. - rzucił i wyszedł z sali trzaskając drzwiami. Teraz już wszyscy się uśmiechali i się z tym nie kryli.
- Dokończcie rozgrzewkę. - nakazał Dymitr, uczniowie posłuchali i bez chwili zwłoki zabrali się za ćwiczenia. A ja już zapomniałam jak cudownie brzmi jego głos w sali z taką akustyką. Ten akcent...
- Rose? - z zamyślenia wyrwał mnie ten sam anielski głos.
- Już kontaktuje. - usprawiedliwiłam się. Usiedliśmy na ławce.
- Nad czym tak intensywnie rozmyślałaś?
- Tajemnica.
- Mi nie powiesz? - spytał z błyskiem w oku.
- Nie ma opcji.
- Wyciągnę to z ciebie, prędzej czy później.
- Zobaczymy. - już miała paść odpowiedź z drugiej strony, ale przewał nam jeden z uczniów.
- Wszyscy gotowi. - zameldował. Nowicjusze zebrali się w grupie po drugiej stronie sali. - I jest prośba... - zawahał się.
- Nigdy się nie wahaj. - powiedziałam równo z Dymitrem. Wymieniliśmy spojrzenia i wybuchliśmy śmiechem.
- To jaka ta prośba? - spytałam już spokojnie.
- Dwie osoby chciały by się z panią zmierzyć Strażniczko Hathaway.
- Rose. Jeszcze nie jestem taka stara, parę miesięcy temu skończyłam szkołę.
- W imieniu grupy dziękuje.
- Przekaż im, że już idę. - skoro jest posłańcem to nie pracuje tak jak ma pracować.
- Oczywiście. - obrócił się i pobiegł przekazać nowiny. Szybko związałam włosy.
- Nie pokiereszuj ich za bardzo. - rzucił Dymitr z uśmiechem nie podnosząc się z ławki.
- Zrobię co w mojej mocy.

------------------

Dzisiaj trochę krócej, ale myślę, że się podobało.

Dziękuję wszystkim którzy komentują.

Autorka.

 

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 2

- Roza? - spytał Dymitr z troską w głosie. Nie odpowiedziałam, powoli zaczęłam się uspokajać. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, ponownie zasnęłam. Obudziły mnie promienie słońca, wpadające do pokoju. Dymitr siedział na brzegu łóżka i mi się przyglądał.
- Hej. - przywitałam się.
- Cześć. Jak tak tam?
- Gdzie my w ogóle jesteśmy? - spytałam zmieniając temat, bo wiedziałam do czego zmierza.
- W akademii. Przylecieliśmy później niż było zamierzone. Królowa nie chciała robić zamieszania, bo uczniowie już spali.
- Jak ja się tu dostałam? - w odpowiedział mi tylko jeden z uśmiechów Belikova. - Mogłeś mnie obudzić.
- Nie mogłem. Wiesz jak słodko wyglądasz kiedy śpisz?
- Na pewno...
- Belikov! Hathaway! - drzwi otworzyły się z trzaskiem. Oboje poderwaliśmy się z miejsc. Stał w nich Alto.
- Co się stało Stan? - spytał Dymitr.
- Nic. Po prostu miło was widzieć. - uśmiechnął się szczerząc zęby. - I Kirowa kazała mi dostarczyć telegram do anonima dla Rose.
- O dzięki. - podeszłam do niego i wzięłam list.
- To ja wam nie przeszkadzam. - powiedział zamykając drzwi. - A i za cztery godziny zaczynamy, więc...sami wiecie najlepiej. - usłyszeliśmy zanim drzwi się zamknęły.
- Czy on coś sugerował? - spytałam uwodzicielko się uśmiechając.
- Otwórz kopertę. - powiedział Dymitr przybierając twarz mojego instruktora z czasów Akademii. Co on kombinuje?
- Tak jest towarzyszu Belikov! - zasalutowałam i posłusznie otworzyłam liścik. Było tam napisane pięć słów "Odpowiedź na twoje pytanie: Tak". A pismo rozpoznała bym na końcu świata. Na moja twarz wypłynął szeroki uśmiech. Posłałam pytające spojrzenie Dymitrowi.
- Co ciekawego przeczytałaś?
- Pewien tajemniczy ktoś pisze, że Stan sugerował to i owo.
- Kim jest ten ktoś? - podszedł do mnie cwanie się uśmiechając i owinął swoje ramion wokół mojej tali, przyciągając mnie do siebie.
- Oj chyba dobrze wiesz.
- To pytanie: co robimy?
- Sugestie Alto wcielamy w życie. Co ty na to? - przyciągnął mnie do siebie w pocałunku.
- Ymm - mruknęłam gdy na chwile oderwaliśmy się od siebie. - Masz coś jeszcze do zaoferowania?
- Miałem nadzieje, że to powiesz.
~~ ~~ ~~
- Rose. Dymitr. Gdzie wyście się podziewali? - spytała Alberta - Za 5 minut zaczynamy. Już na miejsca. - skarciła nas, a my tylko uśmiechnęliśmy się do siebie i zajęliśmy swoje miejsca w auli. Chwile później w mikrofonie rozbrzmiał głos Kirowej.
- Królowa Wasylisa Rhea Sabina Dragomir. - wszyscy uczniowie i nauczycieli powstali na te słowa. Lisa wkroczyła z królewska gracją w szafirowej sukni idealnie pasującej do jej oczu. A potem wszystko potoczyło się jak zwykle. Przemowa królowej, jakaś morojka wręczyła mojej przyjaciółce kwiaty, uroczysty bankiet... Po prostu flaki z olejem. Gdy przenieśliśmy się do sali bankietowej, powróciło do mnie wspomnienie jak kiedyś ja siedziałam przy tych stołach za czasów panowania Tatiany i tak zaczęłam wspominać dawne czasy w akademii. Kłótnie z Mią, moje treningi z Dymitrem, wizyty z Lisą w kafeterii, ja na dywaniku u dyrektorki, zajęcia polowe, Lisa i Dymitr ratujący mój tyłek, ale i...już miałam przejść do smutniejszych wspomnień, gdy z zamyślenia wyrwał mnie ten cudowny głos.
- Idziesz ze mną sprawdzić teren?
- Oczywiście, wszystko żeby się z tond wyrwać. - nie wiem jaką minę miałam ale prawdopodobnie komiczną, bo na twarzy Dymitra zagościł szeroki uśmiech.
- Choć, Roza. - chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia z budynku.
- Czy oni nie mają jakiejś ciekawszej roboty dla strażników? - spytałam znużona staniem pod ścianą. Szliśmy wzdłuż granicy kampusu.
- Rose, właśnie dostaliśmy ciekawą robotę. Jak chcesz możemy wrócić na bankiet.
- O nie. Tu jest o wiele ciekawiej, chociaż i tak mogło by się coś dziać. - i w tym momencie wyskoczyło na nas czterech ludzi. Nowicjuszy jak się po chwili okazało, bo cały kwartet leżał na ziemi.
- Jakiś sprawdzian umiejętności? - zasugerowałam patrząc na podnoszące się z ziemi dhampiry. Byli to trzej chłopacy i dziewczyna.
- Jeśli tak to chyba oblaliście. - dokończył Dymitr, a zza drzew wyszło jeszcze dwóch chłopaków.
- Oni są najlepsi w akademii... - powiedział jeden z nowo przybyłych.
- A co ty myślałeś Mike? Że pokonamy dwie żywe legendy? Nie masz gorączki? - odezwał się jeden z chłopaków i przyłożył Mike'owi dłoń do czoła.
- Odchrzań się Denis.
- Walczycie dość dobrze, ale nie znacie jeszcze wielu ruchów. - powiedział mój były mentor.
- A kiedy skończymy szkołę, możemy liczyć na sprawdzenie przez najlepszych? - rzucił Mike.
- Pożyjemy zobaczymy. - odpowiedział Dymitr dalej tonem jakiego kiedyś używał w stosunku do mnie, za czasów akademii.
- Przyjdziecie na nasz trening? - zapytała dziewczyna z którą walczyłam. - Zaczynamy za pół godziny.
- Pewnie. - odpowiedziałam.
- Dziękujemy. - krzyknęli chórem i ruszyli w stronę dortiów. Dziewczyna walnęła Mike w głowę.
- Ej! Lola! Za co? - oburzył się chłopak.
- Jak można rzucić wyzwanie żywej legendzie? Bogu! Ty naprawdę jesteś chory. Idziemy do kliniki. - chwyciła go za ramie i zaczęła ciągnąć w stronę szpitala akademickiego. Zanim zniknęli za rogiem słychać było jeszcze protesty chłopaka.
- No to żeśmy się wpakowali towarzyszu.
- Oj nie będzie tak źle. A poza tym ty nas w to wpakowałaś. - uśmiechnął się ze spojrzeniem "To nie ja".
- Tia, pewnie. Jak widać coś zostało po moim roczniku w tej akademii.
- Co niby? - zaciekawił się Dymitr.
- Twoje przezwisko.
- Jedynie ty mówiłaś do mnie "Towarzyszu". Miałem jakieś inne?
- Oczywiście. Bóg.
- Nigdy go mnie słyszałem.
- Cała szkoła tak o tobie mówiła. W sumie mówi nadal. - przyjrzał mi się uważnie, czy przypadkiem sobie tego nie wymyśliłam.
- Choć musimy dać znać Albercie, że wybieramy się do młodzieży.
- Bardziej do wielbicieli. - rzuciłam. Zaśmiał się, chwycił mnie za rękę i pociągnął z powrotem do sali bankietowej.

--------------------

Myślę, że się podobało.

Rozdziały będą się pojawiać co tydzień.

Pozdrowionka.

Autorka.

Zapoznanie

Dzieję się to gdzieś w trakcie pobytu Rose i Dymitra w Baia w "Homecoming". *** Zwykłe, spokojne przedpołudnie w domu Beliko...